Strona w budowie... / Under construction...   

Ameryka Południowa 2012 
Najlepszy pomysł przed końcem Świata!  
WSTĘP
RELACJA
DZIENNIKI MALUCHOWE
GALERIA
Galeria FLICKr
MEDIA
SPONSORZY
KONTAKT
LINKOWNIA
1  2  3  4  5  6  7   8   9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44  

07.09.2012, Piątek

Nie ma to jak noc na lotnisku. Przecieramy oczy, obok przewija się policja uzbrojona w broń automatyczną i z psami. Później robi się spokojnie. Wczorajsze Londyńskie powietrze sprawiło że bolą nas trochę głowy. Czekamy na info o locie. Jest! Terminal B... Kolejka „monorail” wiezie nas do odprawy. Caribbean Airlines witają nas swoimi banerami. Stoimy w kolejce. Jesteśmy jedynymi białymi twarzami w sznurku. Pani widząc polskie paszporty wita nas słowami „dzień dobry”. Jest nas więcej, coraz więcej polaków. Odprawa przebiega bez problemowo, sprawdzają dokumenty, prześwietlają bagaże, jak zawsze. Mamy po 17kg na plecach. Wreszcie rękawem do Boing’a 767... Ta maszyna musi być starsza niż nasz Maluch, doskonale wpisuje się w kryteria slowride. Znacznie różni się jednak przyśpieszeniem od 0 do 100km/h. Oby tylko części nie wypadały z silnika jak u nas.

Pierwszy transatlantycki lot, w kierunku zachodzącego słońca. Zyskujemy blisko 7 godzin dnia. Szczęśliwe lądowanie w Port of Spain i od razu pierwsze problemy.

Ustawa nie przewiduje, ze można być turystą i nie mieć biletu powrotnego, a tym bardziej zarezerwowanego hotelu. Skądś już znamy świat idiotycznych przepisów, w kocu urodziliśmy się na gruzach post socjalizmu. Po 3 godzinach na lotnisku wpuszczają nas do Trynidadu z pieczątka 2 dni na opuszczenie kraju. Nasz prom do Wenezueli odpływa natomiast za 5 dni. Na nic tu tłumaczenia! Służby celne o połączeniu promowym z Wenezuela nigdy nie słyszały i nie chcą słyszeć. Zaczyna się robić gorąca atmosfera, nie tylko na zewnątrz (30śC w nocy ).

Próbujemy się wydostać z lotniska ale utykamy na maxa w mrocznych przedmieściach. Regge! Niby impreza niby dzicz. Dredziaste typy wieszają się na bramach i ogrodzeniach gapiąc się na nas. Dwie dziewczyny, wracające z pracy w porcie lotniczym namawiają nas by koniecznie nocować na lotnisku. Bez przewodnika się tu nie ogarniesz. W drodze powrotnej odwiedzamy jakiś Speluna Hotel. Wyceniają na 60 USD od łebka. Bez komentarza

„Dajcie nam internetowa kafejkę a poruszymy ziemie”. Wpuszczają nas do biura informacji turystycznej choć jest już kilka minut po czasie urzędowania. Starcza by zorganizować się w Trynidadzie. Potęga Couchsurfing sprawia ze po 30 minutach odbiera nas gospodarz, bez biletów, bez adresów , voucherów, kwitów, zabiera nas do rewelacyjnej rezydencji na przedmieściach. Willa z basenem, ogrodzenie pod napięciem, klimatyzacja, transport, Internet za darmo. Wyobraźcie sobie, ani jednego formularza!!! Goszczą nas Fletch i Anthony. Chłopaki wspólnie wynajmują mieszkanie na przedmieściach. Jeden jest inżynierem konstruktorem budowlanym, drugi zajmuje się dystrybucją maszyn offsetowych. Oboje pracują w Port of Spain. Ogarniamy się i tego samego wieczoru wszyscy urządzamy sobie „lime” na mieście z przyjaciółmi gospodarzy. Tak nazywa się tutaj nic nie robienie i picie drinków ze znajomymi.



1  2  3  4  5  6  7   8   9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44