Strona w budowie... / Under construction...   

Ameryka Południowa 2012 
Najlepszy pomysł przed końcem Świata!  
WSTĘP
RELACJA
DZIENNIKI MALUCHOWE
GALERIA
Galeria FLICKr
MEDIA
SPONSORZY
KONTAKT
LINKOWNIA
1  2  3  4  5   6   7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44  

05.09.2012, Środa

Nie chce się wychodzić z ciepłego śpiwora, ale trzeba. Z Rotterdamu gdzie musimy odnaleźć firmę spedycyjna mamy jeszcze ok. 150km do portu, który zamykają o 15:30. Nie wiadomo jak sprawy pójdą, -więc trzeba się sprężać. Doskonałe holenderskie rozwiązania drogowe gubią nas, posługujących się prostą słowiańska logika, dlatego trzykrotnie jeździmy tunelem pod rzeką.

W Vertraco wypełniamy jeden formularz celny gdzie wyceniamy rzeczy wiezione w Malczanie. Jak dotąd nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, ale to małe cudo wraz ze wszystkimi betami w środku jest warte blisko 4000 euro. Ubezpieczamy transport, bo fanty nie byle jakie. Kserują nam wszystkie potrzebne dokumenty. Papiery zrobione, „sprint” przez ulice Rotterdamu. Port znajduje się na wyspie oddalonej o 150km. Na miejscu właśnie załadowują prom, którym miał płynąć Fiat. Jednak Maluch poczeka na Trabanty i Jawę, oraz kolejny prom za dwa tygodnie. Chłopaki w portowych uniformach przyglądają się Asowi z wesołością. „Kurwa mać is here” stwierdza jeden z Holendrów widząc polskie numery. Pakujemy wszystkie rzeczy do środka Fiata. Podczas transportu do Gujany różne rzeczy lubią podobno znikać, dlatego fotografujemy zawartość Asa. „Guyana is not good place to be, not a safe place”, stwierdza kierownik doku. Po załatwieniu formalności pracownicy doku podwożą nas na wylot na autostradę.

16:00 Auto Stop. Auto Stop. Mamy zaledwie 40h do odlotu z Londynu. Wsiadaj bracie dalej, hop. Impreza, Starletka, Corsa, Ka, Polo, Kangoo, 506, a wreszcie kolorowa turecka ciężarówka. W tureckiej ciężarówce dowiadujemy się że „Bulgaria lejdi, - NO, a Bulgaria kolegen – Capcarap, - NO Harakter”. Muza, chusty, trójkąty z frędzelkami, neony i foto opatulonej burką żony, zdecydowanie dobry stop. Na terminalu portowym w Dunkierce, gdzie wjeżdżamy turecką ciężarówką nie wpuszczają indywidualnych podróżnych. Wbijamy się wiec do zapakowanego po sufit Misia Shogun (brytyjskie Pajero) z piecem do pizzy na kolach na haku. Dziadek wraca właśnie z Rumunii. Ma już dosyć pracy w brytyjskim businessie. Wyprowadził się do Rumunii, kupił tam dom w lesie i tylko od czasu do czasu odwiedza wyspę. Ja na przednim siedzeniu z plecakami, Radek na betach pod sufitem. Wszyscy lubimy Monty Pythona i czarny humor, wymieniamy się holenderskim piwem za rumuńskie i czekamy na wjazd na prom. Ubaw co nie miara. Prom do Dover odpłynie o 2:00 nad ranem.



1  2  3  4  5   6   7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44