Strona w budowie... / Under construction...   

Ameryka Południowa 2012 
Najlepszy pomysł przed końcem Świata!  
WSTĘP
RELACJA
DZIENNIKI MALUCHOWE
GALERIA
Galeria FLICKr
MEDIA
SPONSORZY
KONTAKT
LINKOWNIA
1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41   42   43  44  

11.10.2012, Czwartek

Czekanie jest najgorsze. Nie wiadomo, co ze sobą zrobić. Nie oglądamy telewizji z założenia, Siedzenia przed komputerami mam już dosyć. Chciałoby się spać jak najdłużej ale przy 30°C też się nie da. Wczoraj uciekły nam dwie flaszki rumu, ale na ośmiu dwie flaszki to przecież definicja "NICZEGO". Tosta by człowiek zjadł, ale mali „černoušci”(czyt. czernuszci), mieszkający w naszym domu, zeżarli cały ser kupiony specjalnie na okazję tegoż śniadania. „Černoušci” to liczne dzieciaki pochodzące z różnych odgałęzień rodziny Richarda. Niektórzy z Afrykańską urodą, inni znów wyraźnie indyjską. Podkradną to i owo, od czasu do czasu, ale sera im nie wybaczymy! :‑)

W końcu zabrali nam również prąd więc nawet najzagorzalsi fejsbukowcy muszą się oderwać od monitorów. Wracają do rozmowy standardowe słowiańskie tematy. Bajamy o komunie, polakach w Pradze w 1968... dekomunizacji i prywatyzacji - jak nam to wszystkim gładko poszło. Jakie to Škoda lipne tramwaje robi, a kto co rozkradł. Radek się w żartach od polactwa odcina. Tak też zostajemy bandą czworga: Rusek, Polak, Słowak i Czesi. Jak sobie banda czworga z Ameryką nie poradzi to któż?? Dzwoni ambasada - wydrukowali paszport. Radek z ekipą zbierają nogi za pas i pędzą po niego do miasta. Ja siadam nad papierami, dziennikami i skrzynką mailową. Słyszę stukot kropel deszczu o dach. Już wiem co się zapowiada. Zbieram śpiwory i karimaty rozwieszone na balkonie. Minutę później złowrogi łoskot ulewy wypełnia cały dom. BR319 czeka!

Od kilku godzin ciemno za oknem. Chłopaki nie wracają i nie dają znaku życia. Dzwonimy do Richarda, brokera. Okazuje się, że przechwycił całą grupę w mieście i chowa w domu swojej matki na przedmieściach Georgetown, ponieważ w centrum wybuchły zamieszki. Na plac wychodzą tysiące osób. Miasto jest zablokowane i nie ma jak wracać do domu. Nie kursują busy ani taksówki, jedyna wylotówka na południe Georgetown zabarykadowana jest palącymi się oponami i wrakami samochodów. Obskurne slamsy w których wychował się Richard i jego stary rodzinny dom stają się najbezpieczniejszym w mieście schronieniem dla słowiańskich gringo. Wiemy, że ktoś zginał na ulicy od strzałów, że szabrują sklepy, rozbijają witryny. Tyle ustalamy przez telefon. Ekipa wróci jak zamieszki ustaną... Tuż przed północą naszą paczkę dowozi karawana trzech samochodów, która oprócz naszych ziomków z Georgetown ewakuuje również rodzinę Richarda. Było gorąco i niebezpiecznie, ale nowy paszport znajduje się już w rękach Radka. Jutro ruszamy po auta do portu i zmywamy się stąd. Dosyć tego dziadostwa.



1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41   42   43  44