Strona w budowie... / Under construction...   

Ameryka Południowa 2012 
Najlepszy pomysł przed końcem Świata!  
WSTĘP
RELACJA
DZIENNIKI MALUCHOWE
GALERIA
Galeria FLICKr
MEDIA
SPONSORZY
KONTAKT
LINKOWNIA
1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38   39   40  41  42  43  44  

08.10.2012, Poniedziałek

Dwie grzanki z masłem i słodka kawa. Poranny telefon do ministerstwa, by umówić się na spotkanie. Nikt nie wieży, że przypadkowi Polacy rozmawiali wczoraj z Panią Minister przez telefon, ale wyznaczają nam termin spotkania w ministerialnym gabinecie na środek dnia. Coś się nareszcie ruszy, mamy nadzieję. Ekipa się zbiera i pruje marszrutką do miasta. Organizujemy wizytę w owym ministerstwie, a także u honorowego konsula Czechow. Musimy łapać wszystkie sroki za ogon, bo inaczej zostaniemy tu na zawsze. Tutaj czas mierzy się przecież inaczej, ale my wciąż należymy do europejskiej matrycy kulturowej i tydzień w przód lub dwa w tył robi nam różnicę, a nawet frustruje. Tym bardziej, że nie znamy szamańskich czarów, które mogłyby opóźnić porę deszczową, a inne szamańskie czary, których znajomość posiedliśmy doskonale, takie jak otwieranie piwa zapalniczka na niewiele się w tej sytuacji zdają. W ministerstwie przyjmują wyjaśnienie i otrzymują od nas komplet dokumentów potwierdzających intencje i działania. Konsul czeski, który umówił się na spotkanie, nie zdążył dotrzeć na miejsce, ale dla niego również wydrukowaliśmy komplet dokumentów i przekazujemy je portierce jego rezydencji. Jeszcze tego samego popołudnia otrzymujemy telefon z zapytaniami o szczegóły. Czyżby komuś naprawdę zależało na wyjaśnieniu zagadki utknięcia Trabantów, Malucha i Jawy w Georgetown'skim porcie. Mamy wrażenie że tak! Konsul Czech nas „zavolal” żeby mu dostarczyć pozwolenie na wjazd do Brazylii. Ręce opadają, bo takiego pozwolenia przecież nie ma. Kiedy jednak o podobny papier upomina się ministerstwo to kapitulujemy. Już wiadomo, że dzień następny spędzimy w ambasadzie Brazylii w oczekiwaniu na dokument, który nie powinien istnieć -niech im będzie. Na głowie wciąż mamy problem z paszportem Radka. Jutro rano w Caracas muszą mieć komplet dokumentów i potwierdzenie przelewu. Z tym ostatnim mamy problem, bo w Gujanie nie działają polskie numery potrzebne do zlecenia przelewu, sam numer bankowy jest kulawy i nieakceptowalny w bankowym systemie, a przelew kosztuje mnóstwo kasy.



1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38   39   40  41  42  43  44