Strona w budowie... / Under construction...   

Ameryka Południowa 2012 
Najlepszy pomysł przed końcem Świata!  
WSTĘP
RELACJA
DZIENNIKI MALUCHOWE
GALERIA
Galeria FLICKr
MEDIA
SPONSORZY
KONTAKT
LINKOWNIA
1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31   32   33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44  

01.10.2012, Poniedziałek

Wracamy 120km zza miasta :‑). Obserwujemy poranne życie Gujańczyków. Handlarze rozsiadają się ze swoimi stoiskami przy drodze. Dzieciaki ubrane w mundurki maszerują do szkół. Co ciekawe każda szkoła ma inne kolory mundurków. Zbutwiałe drewniane domy na palach chylą się to w lewo, to w prawo. Z głośnika reggae‑piosenki o Jezusie, i szatanie czyhającym na nasze dusze.

W każdej wiosce inny kościół, inna religia: zielonoświątkowcy, jehowi, adwentyści dnia siódmego, metodyści, katolicy, hinduiści, islamiści, a nawet scjentolodzy. Pełen wybór, nie można się nudzić. Marszrutka zajeżdża to tu, to tam, to zawraca, to podwozi pasażerów w boczne uliczki. Mieszkańcy Gujany mają indyjskie i afrykańskie korzenie. Ich przodkowie byli tu sprowadzeni jako niewolnicza siła robocza i pracowali na plantacjach trzciny cukrowej. Po Brytyjczykach, Gujańczycy odziedziczyli lewostronny ruch, język i ciężarówki Bedforda rozsiane wszędzie po okolicy. Po holendrach, którzy byli tu wcześniej została urbanistyka oraz system melioracji, walów przeciwpowodziowych i pomp (które o dziwo do dziś sprawnie chronią teren przed zalaniem przez morze). Wtedy Georgetown nosiło nazwę Stabroek. Ministerstwo środowiska poprzez drukowanie plakatów, chroni również lasy mangrowe tzw. namorzyny, które osłabiają fale morskie wdzierającego się czasami wgłąb lądu. Stąd też większość domów wybudowana jest na wspomnianych palach.

Ludzie, na nasze białe twarze, reagują podnosząc w górę kciuki. Jesteśmy tu bardzo pozytywnie odbierani. Innych turystów tu nie widać. Nie jest to specjalnie popularne, turystyczne miasto. W hotelu spotykamy się z Richardem. Chłopak załatwia nam odbiór aut z kontenera. Chcąc uniknąć płacenia podatków za import samochodów, musimy załatwić mnóstwo formalności. Ministerstwa tego małego kraju widocznie nie maja nic lepszego do roboty, wiec kontrolują takie sprawy jak nasza. Jadąc na pace wielkiej ciężarówki załatwiamy formalności. Udajemy się do ministra turystyki, gdzie przedstawiamy nasza kwestie. „Proszę o pismo, prześlemy go dalej, tu i tam. Myślę, że to potrwa kilka dni. Tamci powinni odpowiedzieć do przyszłego tygodnia...” -i tak szybciej niż w Polsce, gdzie bez znajomości do urzędnika nie podchodź :‑), ale nie bawi nas to za bardzo. Mamy trzy tygodnie opóźnienia przez słowacką Jawę. Nadciąga pora deszczowa. Legendarna brazylijska BR‑319 daje nam jakiekolwiek szanse tylko i wyłącznie, gdy jest sucha!



1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31   32   33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44