Strona w budowie... / Under construction...   

Ameryka Południowa 2012 
Najlepszy pomysł przed końcem Świata!  
WSTĘP
RELACJA
DZIENNIKI MALUCHOWE
GALERIA
Galeria FLICKr
MEDIA
SPONSORZY
KONTAKT
LINKOWNIA
1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26   27   28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44  

26.09.2012, Środa

Rano. Styrane piętrowe Volvo z zamalowaną na czarno przednią szybą zatrzymuje się przy wojskowym punkcie kontroli. Do środka wsiada żołnierz gwardii i nakazuje opuszczenie busa. W porannym słabym jeszcze słońcu operującym nad Gran Sabana zaczyna się trzepanie autobusu. Każdy w pośpiechu wyciąga swoją walizkę i ustawia się w długim rzędzie. Każdy ciuch przeszukiwany jest bardzo szczegółowo. Nas zapraszają do specjalnej budki gdzie przyglądają się z uwaga naszym twarzom, gdy wyciągamy latarki, baterie, aparat. Nie chce im się rozpakowywać całych plecaków. Mają tu podobno dużo przemytników. Wszystko trwa blisko dwie godziny. O wiele za długo. Autobus brodzi jeszcze przez blisko dwie godziny po stepach by dotrzeć na dworzec w Santa Elena de Uairén. Do terminalu podjeżdżamy na tzw. stopa. Jedziemy jak lokalni, na pace małego pickupa VW. Tym razem ku naszemu zaskoczeniu nikt z wenezuelskich służb nie kontroluje białych Gringos na pace. Docieramy do kraju, w którym można używać karty płatniczej, bankomatów, a piwo występuje w dużych butelkach! Brazylijscy policjanci witają nas w kraju: Poland is our Friend. Jak miło to słyszeć... Czekamy na kolejny autobus. Tym razem do Boa Vista w Brazylii. Musieliśmy obrać taką trasę ze względu na brak jakichkolwiek połączeń drogowych między Wenezuelą i Gujaną. Dostajemy zaproszenie na obiad od Chilijczyka. Opowiadamy o celu naszej wyprawy. Facet opłynął świat dookoła i podoba mu się nasza idea. Kolejne trzy godziny przez Gran Sabane. W Boa Vista zgarnia nas Martinho. Kupujemy wielki kawał brazylijskiego steku i kilka dużych piw. Mamy sporo wspólnych tematów. Martino jest lokalnym sprzedawcą. Dobrze zna geografię kraju. Opowiada o tym, jak bardzo czerwone na mapie drogi nie istnieją... They don't exist!!! Ta droga nie istnieje, tamta też. Tutaj z trudem przejeżdżają ciężarówki -stwierdza. W połowie października zaczynają się tam mocne ulewy. Nie ma szans... -mówi. Czeka was żegluga rzeczna! Zostaniemy chwilę u niego, zanim wybierzemy się kolejnym busem do miejsca, gdzie wszystko się zacznie... Nie do Wadowic... do Georgetown...



1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26   27   28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44