Strona w budowie... / Under construction...   

Ameryka Południowa 2012 
Najlepszy pomysł przed końcem Świata!  
WSTĘP
RELACJA
DZIENNIKI MALUCHOWE
GALERIA
Galeria FLICKr
MEDIA
SPONSORZY
KONTAKT
LINKOWNIA
1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24   25   26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44  

24.09.2012, Poniedziałek

Plecaki na grzbiet i w drogę. Paul zabiera nas do najlepszej empanada‑budy, jaką zna. Sześć boliwarów to rewelacyjna cena za smażonego na głębokim oleju wielkiego pieroga ze smacznym mięsem w środku. Zanim się rozstaniemy jeszcze wizyta w lokalnej knajpie. Grają covery Floyd'ów w stylu reggae. Plakat „Che” Guevary wisi pod wentylatorami. Cuba libre z lodem... Na jednej kolejce się nie kończy, ale czas mija nieubłaganie. W planie mamy kurs lokalnym autobusem do Barinas. Tam powinno udać się złapać nocny, długodystansowy autobus do miasta Ciudad Guyana. Tak też czynimy. Na dworcu w Meridzie szczęśliwi wsiadamy do autobusu oznaczonego tabliczką Barinas. Kupujemy bilety u kierowcy, ale to za mało. Uprzejmi współpodróżujący tłumaczą, że trzeba mieć jeszcze kwitek TAX, który kupuje się w jakiejś budce na dworcu. Po co? Oddzielny kwit? Tak już chyba socjalizmy mają, że lubią kwity. Pasażerowie też twierdzą, że jest to głupie, ale tak już jest i wszyscy to muszą zaakceptować. Śmieszna sytuacja z kwitem sprawia, że otwiera nam się szersza dyskusja, znów o efektywności socjalizmu. Dogadujemy się świetnie. Jeden z pasażerów częstuje nas rumem i zaprasza na noc do siebie, gdyby nam zwiał autobus. Inna Wenezuelka twierdzi, że w razie problemów ona zapłaci na za nocleg w hotelu. Nocą docieramy do Barinas. Okazuje się ze wszystkie bilety już wyprzedane, ale można jeszcze negocjować z kierowcą, gdy autobus przyjedzie na miejsce. Siedzimy i czekamy, będzie dobrze, sobie radę damy, będzie dobrze.... Znajdują się dla nas dwie miejscówki na dolnym pokładzie. Wrażenie sukcesu psuje jedynie enigmatyczny dziadek, który sprytnie wyłudza od nas czterdzieści boliwarów (4 piwa), sprytnie podszywając się pod pilota autobusu. Czeka nas długi na 1200 kilometrów odcinek jazdy busem. Po godzinie jazdy włączona na maxa klima zaczyna być uciążliwa. Nie da się jej zmniejszyć, a kierowcy nie mogą otworzyć luku bagażowego gdzie śpiwory i bluzy, bo pędzący przez dzikie ostępy autobus mógłby zostać zaatakowany. Zalewa nas krew... Zimna.



1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24   25   26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44